Sąsiedzka pomoc ma w naszym obszarze kulturowym znamienitą tradycję. Śmiało możemy zapukać drzwi obok celem pożyczenia szklanki cukru. Sąsiadka nie odmówi odebrania paczki od kuriera czy podlania kwiatków pod naszą nieobecność. Sąsiad wydaje się być oczywistym kompanem oglądania sportowej transmisji i kimś, kto bez wahania zajrzy pod maskę naszego samochodu, kiedy ten odmówi posłuszeństwa. No i co najważniejsze, życzliwa sąsiadka lub sąsiad, bo o takich traktuje ta krótka rozprawka, często są nieocenionymi słuchaczami i powiernikami historii, żali, trosk i frustracji codziennego życia. Wygadanie się komuś, kto przeżywany jest jako przychylny, zaufany i nierzadko służący radą jest oczywistą wartością i oparciem, wobec którego rozmowa z obcym profesjonalistą może wydawać się nieprzyjemną i zbędną ekstrawagancją. Czy psychoterapeuta może wysłuchać lepiej, inaczej, zrozumieć coś więcej niż ktoś, kto nas zna od lat?

Aby odpowiedzieć na te pytania, posłużę się cytatem z ojca psychoanalizy i psychoterapii Sigmunta Freuda:

Żyjemy w stałych przebraniach, maskach, świecie symboli. Zawsze słowo i czyn znaczą coś więcej niż nasza świadoma intencja”.

Psychoterapeuta poza zdolnością do empatii i humanistycznego rozumienia życia ludzkiego jako takiego, w czym nie ma szczególnej przewagi nad sąsiadką i sąsiadem, jest wyposażony w profesjonalne narzędzia i kompetencje. Diagnozę problematyki w odniesieniu do międzynarodowych klasyfikacji zaburzeń psychicznych ICD-10 i DSM-5, które pozwalają mu ocenić, na ile szukająca pomocy osoba w ogóle kwalifikuje się do leczenia, a na ile jej problemy mają np. charakter czysto adaptacyjny lub egzystencjonalny. Umiejętność słuchania i rozumienia, która w kontekście sytuacji terapeutycznej konceptualizowana jest w oparciu o teorię psychoanalityczną.

Dlatego psychoterapeuta słucha swoich pacjentów w szczególny sposób, daleko inny niż taki, który może zaoferować sąsiadka, sąsiad czy nawet przyjaciel lub przywoływany czasami, w wysoce nietrafionym porównaniu, ksiądz spowiednik. I nie chcę tutaj ujmować wartości powierzenia swoich trosk ważnym dla pacjentów ludziom z ich życia, a jedynie wykazać zasadniczą różnicę i idące za nią konsekwencje wynikające z innego niż zwyczajowy sposobu rozumienia dialogu w gabinecie psychoterapeuty psychodynamicznego. Psychoterapeuta psychodynamiczny słuchając pacjenta przykłada wagę do symboliki, jaką niesie w sobie jego narracja, do tego, co zostaje powiedziane, kiedy, w jaki sposób, co zostaje pominięte, zapomniane, a co pojawia się spontanicznie, niejako przypadkowo lub omyłkowo, chociażby w formie przejęzyczeń. Skupia się na tym, co kryje się między słowami i faktami. I nie oznacza to, że terapeuta z założenia nie ma zaufania co do prawdomówności swojego pacjenta, a pacjent z premedytacją próbuje ukryć istotną wiedzę o sobie, czego oczywiście też wykluczyć do końca nie możemy, ale wskazuje szczególny sposób słuchania skoncentrowany na badaniu przejawów nieświadomej płaszczyzny życia pacjenta. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że tak rozumiane słuchanie nie odnosi się jedynie do warstwy werbalnej po stronie pacjenta i zaangażowaniu aparatu słuchu i chłodnej analizy treści po stronie terapeuty. Terapeuta próbuje „usłyszeć” przejawy nieświadomych motywacji, uczuć, lęków i pragnień pacjenta poprzez eksplorowanie symboliki wnoszonych treści, zgłaszaną problematykę, ale również przez całe spektrum własnych myśli, uczuć, wyobrażeń, które pacjent w nim wzbudza, jak również badanie stosunku, uczuć czy też wyobrażeń, które z kolei w pacjencie wzbudza psychoterapeuta. „Nasłuchiwanie” nieświadomych przejawów życia pacjenta i pomoc w uczynieniu nieświadomego świadomym jest jedną z głównych osi pracy psychoterapii psychodynamicznej. Aby odpowiedzieć na nasuwające się pytanie, po co podejmować wysiłek z tym związany, pozwolę sobie przytoczyć słowa kolejnego klasyka psychoanalizy, Carla Gustava Junga:

 „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”.

MW